|
Gęsto zarośnięty park, pogrążony w cieniu przenikających się wzajemnie koron drzew. Wiekowych dębów i grabów, którym nie obce są choćby najmroczniejsze tajemnice. Niemi świadkowie przeszłych dziejów skrywający u kresu wąskiej alei wyniosłe ośmioboczne mauzoleum, otoczone szeregiem nagrobnych płyt. A u zwieńczenia portalu wejściowego – herb z łacińskim przesłaniem: Nec cupias, nec metuas – co w wolnym tłumaczeniu rozbrzmiewa słowami: Nie miej pragnień ani strachu. Taka oto dewiza wiodła bowiem przez życie Hansa Davida Ludwiga Yorck hrabiego von Wartenburga, spoczywającego w najniższej kondygnacji tegoż mauzoleum wraz z rodziną. Kiedy w pierwszych dniach października 1830 r. dobiegło kresu niezwykle bohaterskie bytowanie tego pruskiego generała i feldmarszałka – kronikarz ledwie zdołał ogarnąć długą listę jego orderów i pozostawionych dóbr. Są takie dni, gdy wysoko zawieszone słońce przedziera się pomiędzy liśćmi i trafia w końcu do niewielkich zakratowanych okien tuż przy fundamentach mauzoleum. Po dziś dzień w mrokach tego pomieszczenia dostrzec można 14 piaskowcowych trumien, będących swego rodzaju kresowym monumentem tego znamienitego rodu. Oleśnica Mała to jednak dużo więcej aniżeli wiekowy park i kaplica grobowa rodu Yorcków. Jej dzieje sięgają pobudzających wyobraźnię czasów, w które z nieskrywanym zapałem zagłębiamy się współcześnie w bestsellerach książkowych czy też kinowych megaprodukcjach. Kroniki kreślą jej istnienie już w roku pańskim 1189. Był to czas, kiedy na dworze angielskim nastał Ryszard Lwie Serce a w Europie postępowała ekspansja pewnego potężnego zakonu. Książę śląski Bolesław I Wysoki jeszcze przed kresem wieku XII postanowił właśnie w tej niewielkiej podwrocławskiej osadzie wznieść myśliwski zamek z kaplicą. I właśnie od tego dzieła znaczyć należy niezwykłe, po dziś dzień niezbadane dzieje tego miejsca. Bowiem zaledwie 38 lat później jego syn – Henryk I Brodaty sprowadził do Oleśnicy Małej zakon rycerzy templariuszy. Była to nie tylko pierwsza komturia na Śląsku, ale przypuszczalnie również pierwsza w całym naszym kraju. Nie dziwią więc legendy roztaczające wachlarz przypuszczeń, że nie gdzie indziej jak tylko tutaj spoczywa gdzieś głęboko pod ziemią olbrzymi skarb, jaki ukryli rycerze tegoż zakonu tuż przez zagładą. W 1312 roku zarówno zamek, jak i podległe do niedawna templariuszom ziemie z wszelakimi dobrami, podobnie jak w większości Europy, przejęli joannici. Był to rycerski zakon hołdujący bezinteresownej pomocy chorym i cierpiącym, których najznamienitszym wkładem były powstające w owych trudnych czasach pierwsze średniowieczne szpitale. Na przełomie wieków zamek w wyniku wojen kilkakrotnie podupadał, po czym odnawiany i rozbudowywany – rozkwitał nowym blaskiem. Z nastaniem wieku XVIII po raz kolejny nad tą wyniosłą budowlę nadciągnęły ciemne chmury a jej los stał się niepewny i malowany kolorami ostatnich nadziei. Olbrzymi pożar strawił bowiem to wiekowe dzieło średniowiecznych architektów – od piwnic aż po dachy. Jak się jednak okazało, zakonna trwałość w dążeniach przelała się równie znacząco na zamkowe mury. Z ruin zamku w roku 1711 za przyczyną joannitów wyrósł oto niezwykły barokowy pałac ujmujący wyrazem i potęgą. Pozostawał on w ich władaniu aż do roku 1810. Wówczas jednak, w wyniku osłabnięcia roli zakonów – oleśnickie dobra bezpowrotnie przejęły władze pruskie. Zaledwie 4 lata później pałac w dowodzie wdzięczności za bohaterskie walki z wojskami Napoleona ofiarowany został Hansowi Yorck von Wartenburgowi – feldmarszałkowi pruskiemu, którego zasługi wynosiły go do miana bohatera narodowego owych czasów. Jemu to właśnie oleśnickie dobra zawdzięczają kolejną przebudowę, zamianę pobliskiego lasu w park urządzony w stylu angielskim i wiele innych zachwycających przemian. Zapoczątkował on wówczas ród, który władał oleśnickim pałacem aż do roku 1944. Kiedy w 1945 r. do pałacu wtargnęła wyzwoleńcza armia rosyjska – na widok ich działań pękały serca Polaków choćby najmniej wzruszonych zgromadzonymi tutaj zabytkami kultury. Dewastowane było wszystko, co stanęło na ich drodze. Zaczynając od pałacowych mebli, a skończywszy nawet na parku. Kiedy w pałacowej bibliotece stanęły przed nimi zbiory 150 tysięcy książek – wyłożyli sobie nimi dziedziniec, aby uniknąć chodzenia po błocie… Dziś, mimo niechlubnych wydarzeń przeszłości, pałac nadal zachwyca swoją niezwykłością. W jego wnętrzach ocalały jeszcze pojedyncze akcenty dawnych dni. A mury zewnętrzne niewątpliwie najsilniej przemawiają do wyobraźni odwiedzających to miejsce osób. Bowiem pomimo tego, że Oleśnica Mała należy do zupełnie zapomnianych zakątków na mapie Dolnego Śląska, długo by szukać równie wyniosłego dzieła pośród pałaców zachowanych na śląskich ziemiach. Legenda o skarbie templariuszy, wrośnięta w te stare mury, wielokrotnie już przywodziła w to miejsce złaknionych poszukiwaczy i z pewnością minie jeszcze wiele pokoleń, nim zagadka zostanie rozwikłana. Jednak warto zjawić się w oleśnickich dobrach i doświadczyć dzieła, które niesione przez wieki dotrwało z wachlarzem swych tajemnic aż do dzisiaj. Klimat pałacu jest odczuwalny najsilniej, kiedy słońce chyli się już ku zachodowi a wokół, tuż nad ziemią, zawisają mgliste połacie. Zdawać by się mogło, że budzą się wówczas duchy gospodarzy, aby opowiedzieć nam o dawno zapomnianej świetności… Rafał Gręźlikowski
Lokalizacja pałacu: około 15 km na zachód od Brzegu, tuż przy autostradzie A4.
Komentarze użytkowników (1)
|
|
|