|
Jacek ma dwanaście lat i ponad piętnastokilogramową nadwagę. Jak mówi jego babcia, on już taki jest, taka jego uroda. Mama chłopca twierdzi natomiast, że gdyby nie jego wieczne podjadanie, mógłby ważyć znacznie mniej i być znacznie bardziej szczęśliwy. Bo u Jacka oprócz nadwagi stwierdzono także dziecięcą depresję. Chłopak nie lubi mówić o sobie. Nie lubi patrzeć w lustro. Nie cierpi zakupów odzieżowych, bo zawsze trzeba szukać największych rozmiarów. Najczęściej zresztą bywa tak, że ubrania, które mu się podobają, są dostępne tylko w rozmiarach S, M i L, a on nosi podwójne XL. W szkole nie ma przyjaciół. Chłopaki śmieją się z niego i obdarzają przezwiskami, z których najłagodniejsze to tłuścioch. Jacek się już nawet nie buntuje. – Po co? – mówi z goryczą. – Przecież to prawda. Przychodzi do domu, siada przed komputerem i wchodzi w inny świat. Taki, w którym nikt go nie wyszydza, bo go… nie widzi. Jedynie tu może być zwinny, szybki i szczupły. Czy nie próbował w realu? Owszem, próbował. Jednak już na starcie przegrał. Na wuefie podczas przeskakiwania przez kozła, zawsze zatrzymywał się na skórzanym obiciu. Śmiechu było co niemiara. Za karę nauczycielka kazała mu dwa razy okrążyć boisko. Na pierwszym zakręcie nie wytrzymał, zasapał się tak, że nie mógł złapać oddechu. Pani zlitowała się nad nim i odpuściła mu dalszy bieg. Ale za to na świadectwie jako jedyny chłopak z klasy otrzymał czwórkę. Czwórka – dobra ocena, tylko, że to jedyna czwórka na cenzurce chłopca. Reszta to same piątki. Jeszcze trzy lata temu Jacek marzył o karierze piłkarza. Tak jak większość chłopców w jego wieku. Tylko że teraz nie wychodzi nawet pograć w nogę na podwórko. Nikt nie chce grubasa w drużynie. A piłka nożna to przecież gra zespołowa, w pojedynkę się nie da. To właśnie przed trzema laty Jacek zaczął przybierać na wadze. Przy wzroście sto czterdzieści centymetrów ważył pięćdziesiąt pięć kilogramów. Mama chłopca zaczęła szukać ratunku. Zrobiła podstawowe badania, wyniki miał dobre. W końcu trafili do endokrynologa, który zlecił zbadanie hormonów. Jeden z nich był znacznie podwyższony, a diagnoza brzmiała: niedoczynność tarczycy. To choroba, która powstaje w wyniku niedostatecznego wydzielania hormonów przez tarczycę. Mówiąc najprościej – jest to niedobór jodu w organizmie. Jacek zaczął przyjmować leki, ale po roku jego waga nadal w zastraszającym tempie rosła. Przeszedł na dietę. Bardzo cierpiał, kiedy nie mógł już zjeść ulubionego batona, chipsów. Podczas Mikołajków w szkole jako jedyny nie cieszył się prezentem, na który składały się słodkości. Żeby chociaż chudł! Ale gdzie tam – przy niedoczynności tarczycy spowalnia się przemiana materii i bardzo trudno zejść z wagi. Zaczął chodzić na lekcje kung-fu. Był najgrubszy w grupie. Kiedyś nie wytrzymał obciążających ćwiczeń i zemdlał podczas treningu. Krótko potem zrezygnował z zajęć. Dziś Jacek ma dwanaście lat, sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i siedemdziesiąt kilogramów wagi. Nie wolno mu obciążać stawów i otłuszczonego serca. Jeździ na rowerze, próbuje biegać, choć każdy wysiłek wiąże się z dużym ryzykiem zagrożenia zdrowia. W dodatku jest astmatykiem, ma dziecięcą depresję i bierze leki, które zwiększają masę ciała. Pytany o marzenia, milczy. Jego mama zamyka lodówkę na kłódkę. Dosłownie. Bo Jacek potrafi w środku nocy wstać i wyczyścić całą chłodziarkę, obojętnie co się w niej znajduje. W ich domu nie ma słodyczy. – Za bardzo kuszą – mówi mama Jacka. – Kiedyś próbowałam chować je po szafach, szufladach, ale syn wszystkie kryjówki znajdował. Wiem, że mu ciężko, ale wciąż powtarzam, że ten wysiłek się opłaci i w końcu Jacek schudnie. Innego zdania jest jego babcia, która gani mamę chłopca za takie postępowanie. – Kto to widział, żeby odmawiać dziecku pierogów czy czekolady? Toż od czego jest dzieciństwo? – ciężko wzdycha. Konflikt między matką a babcią chłopca trwa. Ostatnio spotykają się coraz rzadziej. A Jacek coraz rzadziej wychodzi z domu. Już nie chodzi na basen, bo nie chce widzieć oceniających spojrzeń ludzi. Kiedy zdarza mu się iść w grupie, zawsze jest na końcu. Bo sapie, dyszy i wstyd mu tych odgłosów. Jedyne, co go ostatnio ucieszyło, to wakacje. – Nareszcie nie będę musiał wychodzić z domu – powiedział. Magda Wieteska
Kilka rad dla rodziców otyłych dzieci
Mniej niż połowa otyłych dzieci ma ku temu skłonności genetyczne. Reszta to dzieci chore oraz te na złej diecie. – Otyłość u dzieci może towarzyszyć zaburzeniom endokrynologicznym, a także występować przy zespole policyklicznych jajników – wyjaśnia dr Diana Jędrzejuk z Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami we Wrocławiu. Jeśli Twoje dziecko nie ma problemów zdrowotnych powodujących przybieranie na wadze, z pewnością jest źle odżywiane. Zmianę zacznijmy od kontroli diety. Zlikwidujmy zapasy jedzenia w lodówce, pozbądźmy się bądź ograniczmy dostępność w domu słodyczy i niezdrowych przekąsek. Można zastąpić je bardzo prosto: owocami i ziarnami. Zadbajmy o to, by jak najczęściej dostarczać dziecku ruchu. Nie przesadzajmy jednak z wysiłkiem fizycznym – inny powinien być dla malucha, inny dla nastolatka. Jeśli mamy zbyt małą wiedzę w temacie odchudzania dzieci, skorzystajmy z porady lekarza lub dietetyka. I pamiętajmy, że dzieci są świetnymi obserwatorami dorosłych. Dajmy im więc dobry przykład, dbając o własne zdrowie.
Mówi dr nauk medycznych Ewa Stojek, lekarz medycyny rodzinnej: Chłopcem powinno zająć się przynajmniej czterech współpracujących z sobą specjalistów: endokrynolog, dietetyk, psycholog i ewentualnie psychiatra. Leki przeciwdepresyjne stosowane są u dzieci niezmiernie rzadko, psychoterapia powinna być zatem wystarczająco skuteczna. Jeśli jednak już nie ma wyjścia, to można dobrać leki, po których się nie tyje. Z opisu wydaje mi się, że chłopiec nie ma „prawdziwej” depresji (która wygląda zazwyczaj tak, że człowiek leży w łóżku i nie wychodzi z domu, nie je, nie pije, ciągle śpi…), tylko nastrój depresyjny związany z nadwagą. A Jacek ma dobre oceny w szkole, no i na brak apetytu nie może narzekać… Podawanie leków przeciwdepresyjnych w takiej sytuacji wydaje mi się pójściem na łatwiznę przez lekarza, bo może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jak on będzie funkcjonował przez resztę życia? Na tabletkach? Terapia przydałaby się i mamie, i babci, chociaż babci bardziej. Dzieci nie odchudza się, głodząc je. Trzeba zwiększyć wysiłek fizyczny – niech chłopak pływa, biega z mamą, jeździ na rowerze. Poza tym 70 kg przy 160 cm wzrostu to jeszcze nie tragedia. Mam pacjentów w wieku tego chłopca, którzy przy takim samym wzroście ważą ponad 100 kg… U Jacka jeszcze wiele można zdziałać. Jego stawy wytrzymają rozsądny wysiłek fizyczny, a astma nie jest żadnym przeciwwskazaniem. Nie wszyscy wiedzą, że wielu mistrzów świata w pływaniu czy lekkiej atletyce to astmatycy…
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|