 Eustachy Raduchowski Pan Eustachy Raduchowski ma ponad 92 lata, mieszka w Brzegu Dolnym (powiat wołowski) i swoim życiem mógłby niejednego obdzielić. O sobie mówi: zawsze byłem aktywny. Wtedy i zdrowie dopisuje, i apetyt lepszy. Jego zdaniem: ważne jest, aby ludzie wiedzieli, co robiliśmy w młodości. Eustachy Raduchowski urodził się 14 grudnia 1917 roku w Kozinkowie koło Śniatynia. Jako półtoraroczne dziecko został oddany na utrzymanie do przybranej rodziny w Mikulińcu. Matka musiała tak postąpić – opowiada – miała jeszcze dwoje dzieci, czasy były ciężkie, brak pracy, wędrówki za chlebem… Jeszcze dziś niełatwo mu o tym mówić. Skończył siedem klas szkoły wiejskiej, potem średnią szkołę handlową w Kołomyi. Nie był to wesoły okres. Sytuacja materialna rodziców powodowała, że dziennie mógł sobie pozwolić na zjedzenie dwustu pięćdziesięciu gramów chleba. Jednak jego upór i twardy charakter sprawiły, że ukończył szkołę i poszedł do pracy. W marcu 1939 roku został powołany do wojska, służył w 49. Huculskim Pułku Strzelców, w kompanii ciężkich karabinów maszynowych. Jego szlak bojowy zaczął się 5 września 1939 roku. Tego właśnie dnia jego oddział wyruszył w kierunku Bochni na pomoc Armii „Kraków” z zadaniem obrony Limanowej przed nacierającą 14. Armią niemiecką. Pod Turobinem koło Biłgoraja niemieckie czołgi rozbiły oddział. Tylko dzięki znajomości języka niemieckiego uniknął niewoli. W Rawie Ruskiej – opowiada – razem z kolegą natknęliśmy się na patrol Niemców. Dowódca zapytał, dokąd idziemy, a ja powiedziałem, że jesteśmy Ukraińcami, patrol nas przepuścił, bo Niemcy Ukraińców puszczali wolno. Gdybyśmy dostali się do niewoli, przekazaliby nas Rosjanom i zostalibyśmy wywiezieni na Syberię, a tak wróciliśmy do domu. Przed wojną pan Eustachy zakładał klub wiejski, organizował przedstawienia dla dzieci i dorosłych, w których uczestniczyli wszyscy mieszkańcy, bez względu na narodowość. Podczas wojny wszystko się zmieniło, dlatego na początku marca 1940 roku nasz bohater razem z kolegami postanowił, że na kajakach przedostaną się do Rumunii. Kiedy lód na Prucie zaczął się topić, pomalowali kajaki na biało, żeby wyglądały jak kra. Za nielegalne przekroczenie granicy pan Eustachy trafił na sześć tygodni do rumuńskiego więzienia w Czerniowcach. O tym okresie opowiada: cele, w których przebywali Polacy, były otwarte i mogliśmy swobodnie poruszać się po korytarzu. Jedzenie dla nas przynoszono z miasta. Z Czerniowca przeniesiono nas do Glacy, a potem do Bukaresztu, gdzie otrzymałem paszport młodocianego turysty na nazwisko Julian Dziacha. Przez Jugosławię i Włochy przedostałem się do Francji. Tam trafiłem do 5. szwadronu artylerii przeciwpancernej 10 Brygady Kawalerii Pancernej pod dowództwem gen. Maczka. Wojna we Francji nie trwała długo, a po jej zakończeniu, 25 czerwca 1940 roku, by uniknąć niewoli, pan Eustachy został robotnikiem cudzoziemskim na francuskiej wsi, gdzie wytrzymał dwa lata. Z tego czasu pozostała mu pamiątka: gazeta „Wiarus Polski”. Potem, jako obywatel kanadyjski Jan Radełko, uciekł do Hiszpanii. Po trzymiesięcznym pobycie w hiszpańskim więzieniu, z którego wyszedł po interwencji konsula honorowego, wyruszył w stronę Gibraltaru, gdzie po raz pierwszy miał okazję spotkać generała Sikorskiego. Kolejne spotkanie z generałem było bardzo smutne opowiada: na ORP „Orkan” pełniłem wartę przy trumnie Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych… Z Gibraltaru pan Eustachy trafił do marynarki wojennej w Londynie. W sierpniu 1943 roku został zaokrętowany na ORP „Dragon”. Pływał w konwojach na Morzu Północnym i Atlantyku. Uczestniczył w inwazji na Normandię w czerwcu 1944 roku. W marynarce pozostał do roku 1947. Bardzo krytycznie wypowiada się o brytyjskiej polityce wobec Polski. Jego zdaniem: Anglicy odwrócili się od Polaków. Churchill w swojej książce, nawet nie wspomina o swoim sojuszniku generale Sikorskim. Polacy byli przydzielani do Polskich Korpusów Przysposobienia, aby znaleźć prace w Anglii, niektórzy musieli zmieniać nazwiska, bo Polaków nie zatrudniano. Wówczas pan Eustachy postanowił wrócić do Polski. Najpierw trafił do Gdańska, potem do Wrocławia, gdzie znalazł pracę jako księgowy w szpitalu psychiatrycznym. Ożenił się, przez trzydzieści lat mieszkał z żoną w Obornikach Śląskich, potem przeprowadzili się do Brzegu Dolnego. Po wojnie pan Raduchowski, mimo wielu nacisków, nigdy nie zapisał się do PZPR ani innej organizacji. To powodowało, że omijały go awanse i podwyżki. Ale nie żałuje. Pozostał sobą, zgodnie z własnym sumieniem. Za zasługi wojenne nasz bohater otrzymał wiele odznaczeń, m.in. Krzyż Walecznych oraz w 2005 roku medal Kombatanckich Sił Zbrojnych Wielkiej Brytanii. W mieszkaniu pana Eustachego jest sporo obrazów, które sam namalował. Są też fotografie. Na szczególną uwagę zasługuje kilka z nich. To robione co dziesięć lat zdjęcia z kolegami, którzy razem ukończyli szkołę handlową, pierwsze z nich ma datę 1938 rok, na zdjęciu z 1948 roku są jeszcze wszyscy koledzy, na kolejnych jest ich coraz mniej, ostatnie zdjęcie pochodzi z 1978 roku, potem pan Raduchowski został sam… Do niedawna jeszcze pracował społecznie w Zarządzie Polskiego Związku Emerytów i Rencistów. Z powodu wieku i pogarszającego się zdrowia – musiał zrezygnować. Dawniej bardzo często bywał zapraszany do szkół, gdzie opowiadał historie o minionych czasach, organizował też wernisaże swoich prac. Dzisiaj ma trochę żal, że szkoły, które kiedyś tak chętnie korzystały z jego pomocy, zapomniały o nim. Pan Eustachy ma jednak poczucie, że swojego życia nie zmarnował. Wsparciem jest rodzina, z żoną są już sześćdziesiąt dwa lata, mieszka otoczony jedenastoma kobietami: córki, wnuczki i prawnuczki. Pytany o to, jaka jest recepta na tak długie pożycie małżeńskie odpowiada ze śmiechem: nigdy nie sprzeciwiałem się żonie. Kobiety są tak skonstruowane, że ich musi być na wierzchu. To po co mam się kłócić, dawać argumenty, udowadniać, z tego są tylko kwasy i niezadowolenia. A tak, spokojnie, powoli, bez nerwów… Andrzej Manasterski
Komentarze użytkowników (0)
|
|
|