header image
Start
Każda chwila jest po to, aby dawać siebie innym Drukuj Wyślij znajomemu
23.08.2010.
 

Dzieciństwo

Kiedyś w szkole miał zrobić pracę z historii o swojej rodzinie – krótkie informacje i kopie zdjęć, mające na celu sprawdzenie, jak głęboko w świadomości uczniów tkwi znajomość własnej tożsamości, tradycji rodzinnej. Po konsultacji z nauczycielem, Andrzej oddał własnoręcznie wykonany album zawierający zdjęcia znanych artystów. Opisy też wynikały z fantazji Andrzeja, bo wówczas nie znał jeszcze swoich rodziców. Teraz już zna. Pięć lat temu spotkał się po raz pierwszy i ostatni z ojcem. Rozmawiali kilka godzin. Następnego spotkania już nie było, jego ojciec zmarł trzy miesiące później. Z matką Andrzej także po raz pierwszy spotkał się w 2005 roku, od tego czasu widują się kilka razy do roku. Kiedy pytam, czy nie zechciałby zamieszkać z mamą, odpowiada: nie ma warunków, sama mieszka na działkach.

Urodził się w 1987 roku w Krakowie. Matka zostawiła go w szpitalu. Miała trudną sytuację, a u Andrzeja stwierdzono chorobę – wrodzoną rybią łuskę. Leczenie jest długie, trudne i kosztowne. Przez dwa lata dziecko przewożono z jednego szpitala do drugiego. W końcu trafił do Wrocławia. Gdy miał dwa latka, trafił do Domu Małego Dziecka w Kątach Wrocławskich, potem był dom dziecka prowadzony przez zakonnice Najświętszej Marii Panny w Jaszkotlu, następnie placówka prowadzona przez siostry zakonne św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Ścinawce Dolnej. Dwa lata Andrzej przebywał w prowadzonej przez siostry de Notre Dame szkole specjalnej w Polanicy Zdroju. Trafił tam, ponieważ wcześniej stwierdzono u niego lekkie upośledzenie umysłowe. Tej teorii nie potwierdziły kolejne badania. Dlatego Andrzej został kolejny raz przeniesiony. Trafił do Krzydliny Małej koło Wołowa, potem do ośrodka prowadzonego przez księży salezjanów w Kiełczowie. Mówi, że wczesnego dzieciństwa nie pamięta, wie tylko z opowiadań sióstr zakonnych, że zawsze zaglądał, gdy do kogoś przyjeżdżała rodzina – prawdziwa lub zastępcza. Też chciał, by do niego kiedyś ktoś przyjechał. Rodzice nigdy go nie odwiedzili, on tułał się po domach dziecka.

Skończył szkołę podstawową, gimnazjum, a w ubiegłym roku szkołę średnią przy ul. Drukarskiej we Wrocławiu. Teraz uczy się w policealnej szkole o kierunku turystyka i hotelarstwo. Od dwóch lat musi sobie radzić sam. Przyznano mu rentę rodzinną. To dzięki temu, że potrzebował dokumentów o swojej tożsamości potrzebnych do renty, odnalazł rodziców.

Dorosłość

Andrzej jest człowiekiem bardzo aktywnym. Jego pasje, to, jak mówi, turystyka i działania społeczne na rzecz drugiego człowieka. Od ośmiu lat należy do PTTK, dla Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej we Wrocławiu organizuje prelekcje o mieście, wygłasza referaty, odczyty. Dzięki temu sam lepiej poznaje Wrocław, jego historię i ludzi. Andrzej zajmuje się także organizacją koncertów charytatywnych. Pierwszy, dla dzieci z Domu Pomocy Społecznej Ścinawka Dolna, zorganizował pięć lat temu. Zagrał zespół „40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach”. Za pieniądze od sponsora kupił także słodycze. Radość dzieci była wielka, a dla Andrzeja najważniejsze było to, że mogły zobaczyć coś nowego, do tej pory nieznanego. Kolejny koncert dla dzieci odbył się rok później w Polskim Radiu. Zagrały cztery zespoły: Wrocławska Diakonia Muzyczna, Coffe Break, Piotr Baron i Pudełko Zapałek.

Od kilku lat Andrzej uczestniczy w organizowaniu Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Chrześcijańskiej Stróże Poranka. Po tragedii w Haiti przygotowywał koncert „Wrocław dla Haiti”, pod patronatem Prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Koncert miał się odbyć 10 kwietnia. Ze względu na tragedię pod Smoleńskiem został w ostatniej chwili odwołany.
Jak zdobywa pieniądze na koncerty? Dzięki sponsorom, chociaż – jak przyznaje – ostatnimi czasy jest to bardzo trudne. Na tysiąc wysłanych ofert otrzymuje dziesięć pozytywnych odpowiedzi. Pisze, szuka, dzwoni. Ma dużo znajomych, którzy mogą i chcą mu pomóc. Jeśli nie finansowo, to organizacyjnie.

W ubiegłym roku Andrzej został laureatem Ogólnopolskiego Samorządowego Konkursu Nastolatków „Ośmiu Wspaniałych”. Konkurs składał się z kilku etapów. W pierwszym z nich zaprezentował trzyminutowy film o swojej działalności – film ten został później wyemitowany przez wrocławską telewizję. Potem był drugi etap – prezentacja ustna. Jak sam mówi, zadziwił członków jury trzykrotnie. Pierwszy raz, gdy okazało się, że przyszedł w garniturze. Był zupełnym wyjątkiem wśród innych uczestników konkursu. Po raz drugi, gdy przy podawaniu danych kontaktowych wręczył wizytówkę. Trzeci raz podczas prezentacji materiałów – gdy rozmowa z uczestnikami trwała około 15 minut, z Andrzejem przedłużyła się do pół godziny.

Mieszkanie

Mieszka u kolegi, załatwia sobie jakieś lokum poprzez władze miasta. Ale tu zaczynają się schody. Według przepisów władze gminy powinny dać mieszkanie socjalne każdemu, kto opuszcza dom dziecka. Problem polega na tym, że dotyczy to osób zameldowanych w danej gminie. Oficjalnie jest zameldowany w Ścinawce Dolnej. Jak mówi, to mała miejscowość, i tamtejsze władze takich mieszkań nie posiadają. Poza tym jest związany z Wrocławiem, dużo tu zrobił i dużo robi. Dzięki pomocy przyjaciół udało się Andrzeja wciągnąć na listę oczekujących na mieszkanie socjalne.

Co dalej?

Andrzej współpracuje ze „Słowem Wrocławian”, dwutygodnikiem lokalnym. Pisze teksty, zamieszcza fotografie, zbiera informacje. Jest w swoim żywiole. Kiedy pytam, co dalej, przez chwilę milczy, a potem odpowiada, że chciałby w przyszłości pracować zgodnie ze swoim kierunkiem kształcenia – turystyka, hotelarstwo. Na pewno będzie to praca z drugim człowiekiem.

Tytuł został zaczerpnięty z motta Andrzeja Borka.

Materiał powstał na podstawie rozmowy z Andrzejem Borkiem, pasjonatem, społecznikiem, turystą.
Oprac. A. Manasterski

 

Zacytuj na swojej witrynie Drukuj Wyślij znajomemu

Komentarze użytkowników (0) RSS z komentarzami

Nie komentowano

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2012 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved